Już kończyły nam się zapasy żywności, gdy wreszcie ujrzeliśmy ląd: trawiaste zbocza, gościnne plaże, a w głębi pola uprawne. Wiedzieliśmy wiec, że znajdujemy się w cywilizowanej okolicy. Zawinęliśmy do małego portu rybackiego i przekonaliśmy tubylców którzy nie mówili żadnym z języków używanych w Młodych Królestwach o naszych przyjaznych zamiarach. Wtedy właśnie zbliżyła się do nas ta kobieta. Melnibonéanka? Może i tak. W każdym razie była bardzo ładna. Jak już powiedziałem, kończyły się nam zapasy i było mało prawdopodobne, byśmy mogli je zakupić na lądzie, jako że rybacy nie potrzebowali towarów, które mogliśmy zaoferować w zamian. I tak, skoro zrezygnowaliśmy z pierwotnego celu podróży, z radością skorzystaliśmy z możliwości powrotu na zachód. A kobieta? Chciała płynąć do Młodych Królestw i zgodziła się, by zabrać ją do Menii, naszego macierzystego portu. Za przejazd zapłaciła nam dwoma takimi krążkami. Jeden z nich posłużył do zakupu żywności w mieście chyba nazywało się Graghin. Później zaś, po dokonaniu niezbędnych napraw ruszyliśmy w drogę powrotną. Nie dopłynęliście jednak do Purpurowych Miast? Rozpętały się jakieś dziwne sztormy. Nasze przyrządy okazały się bezużyteczne, kompasy nie stanowiły żadnej pomocy.

(Reklama: cheap phone card )
